Czym jest choroba ?

Kategoria: Czym jest choroba Opublikowano: piątek, 04, maj 2012 Dr Eustachiusz Gadula

Czym jest i na czym polega choroba?

Zanim spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, zastanówmy się, jaki jest sens ludzkiej egzystencji? Na pytanie o cel życia Goethe odpowiada krótko: Celem życia jest samo życie. Oznacza to także, że celem życia jest poznawanie samego siebie i otaczającego nas świata. Natomiast w świetle psychologii podstawowymi warunkami udanego ludzkiego istnienia jest poczucie szczęścia, zrównoważone i harmonijne życie, w którym jest dość miejsca na miłość, bezpieczne związki z innymi i doświadczenie bezwarunkowej radości. Są to warunki konieczne do odnalezienia właściwej drogi do siebie i otaczającego nas świata. Wystąpienie choroby najczęściej oznacza, że nie wszystkie z tych warunków zostały spełnione.

Mówiąc najogólniej Choroba fizyczna jest symptomem głębszych zaburzeń na poziomie energetycznym. Zaburzenia systemu energetycznego są główną przyczyną wszelkich zaburzeń: mentalnych, emocjonalnych i fizycznych (E. Gadula 2002).

Subtelność i skomplikowany charakter współdziałania ciała i duszy w człowieku, jako istocie psychosomatycznej zdaje się przemawiać za swoistą inteligencją ciała. Dr Deepak Chopra twierdzi, że ciało posiada inteligencję, która wypełnia każdą jego komórkę i nie jest limitowana intelektem mózgu. Jego zdaniem wszystkie choroby są rezultatem zaburzeń w przepływie inteligencji, obecnej na poziomie submolekularnym, w komórkach, tkankach i w centralnym układzie nerwowym. Miliardy genów (DNA jest rodzajem elektromagnetycznej anteny), enzymów, hormonów, składników immunologicznych, nerwów i mięśni, są wyrazem tej inteligencji. Choć jesteśmy w stanie zbadać skutki działania tej inteligencji, ona sama wymyka się wszelkim próbom badania i lokalizacji.

Do lepszego zrozumienia tego, co nazywamy inteligencją ciała może nas nieco przybliżyć współczesna teoria złożoności, w myśl której właściwości pewnych układów ? w szczególności sieci ? nie mogą być przypisane poszczególnym składnikom, lecz wyłaniają się dopiero z całościowego ujęcia systemu. Na pytanie M. E. Hylanda, Czemu choroba nie miałaby się wyłaniać z ciała w podobny sposób? Odpowiedź wydaje się być pozytywna, z zastrzeżeniem, że do zachorowania najczęściej dochodzi na drodze psychosomatycznej, a więc, że proces ten dotyczy zarówno duszy jak i ciała, Człowiek starożytny wiedział o tej sile, opisywał ją i analizował na podstawie rezultatów jej działania. A może dysponował wiedzą wcześniejszych, wielkich i wyżej rozwiniętych cywilizacji, którą usiłujemy jeszcze ciągle nieudolnie badać?

Swoistym novum wprowadzonym przez Hylanda jest propozycja traktowania ciała ludzkiego, jako określonego zespołu sieci działających symultanicznie, z wszystkimi tego konsekwencjami. Wygląda na to, że taki sposób funkcjonowania czegoś, co wspomniany autor nazywa rozciągniętą siecią dotyczy nie tylko umysłu, układu nerwowego, hormonalnego i immunologicznego, ale wszystkich podstawowych funkcji organizmów żywych.

Koncepcja ta ściśle koresponduje z założeniami bioelektroniki Włodzimierza Sedlaka, wprowadzonym przez niego pojęciem bioplazmy, jako czwartego stanu materii w organizmach żywych, oraz z półprzewodnictwem większości substancji biologicznych, stanowiącym podstawowe założenie bioelektroniki. Uzupełnia niejako także koncepcje tradycyjnej medycyny chińskiej, a szczególnie chińską filozofię akupunktury i jej topografii. Zarówno z filozofii medycyny chińskiej, jak i bioelektroniki milcząco wynika, że ludzkie ciało stanowi swoistą, samoregulującą się sieć, odpowiedzialną za całokształt procesów życiowych, zachodzących zarówno wewnątrz ciała, jak i na pograniczu organizmu z otaczającym go światem, i to nie tylko ożywionym. Ważne z punktu widzenia bioelektroniki zjawisko anizotropii (asymetrii przewodzenia impulsów) stanowi teoretyczną podstawę wszelkich procesów uczenia się, zarówno w organizmach żywych, jak i poza nimi. Dlatego można przyjąć, że rozciągnięta sieć ma właściwości nie tylko samoregulacji, ale także uczenia się, co w konsekwencji prowadzi do inteligentnych zachowań psychosomatycznych, których przejawem jest inteligencja ciała.

W rozważaniach filozofów i socjologów medycyny na temat czynników etiologicznych schorzeń spotkać się można z pojęciem nieco innej sieci, tzw. sieci kauzalnej, a więc swoistej mnogości przyczyn, które w sposób ciągle jeszcze medycynie słabo znany, współdziałając ze sobą, prowadzą do schorzeń

Na co dzień nasz duch i dusza mogą przejawiać się tylko poprzez ciało. Stąd nieco dziwnie brzmiący termin Lowena duchowość ciała, dziwny jest tylko na pozór. W praktyce, a szczególnie w profilaktyce i wszelkich procesach leczenia powinien uświadamiać, że nasza dusza nie ogranicza się tylko do mózgu i umysłu, ale wypełnia całe ciało, od głowy poprzez tułów do dna miednicy i do kończyn, w ścisłym powiązaniu z głównymi czakramami, topografią akupunktury i bioplazmą.

Warunkiem prawidłowego funkcjonowania człowieka, jako istoty psychosomatycznej jest stałe odczuwanie duchowości swego ciała, jako subtelnych przepływów energii. Wszelkie bloki energetyczne, bez względu na źródło swego pochodzenia, w istotny sposób blokują funkcje psychiki i ciała i w konsekwencji prowadzą do: patologicznych napięć mięśniowych, zaburzeń neurologicznych, zaburzeń hormonalnych, obniżenia ogólnej odporności i wielu różnych schorzeń. Bez ich usunięcia istotna poprawa stanu psychiki i schorzeń ciała na dłuższą metę jest niemożliwa. Długotrwale utrzymujące się bloki energetyczne, wcześniej czy później, nieuchronnie prowadzą do coraz poważniejszej patologii, nie wyłączając schorzeń nowotworowych.

Jest na ten temat coraz więcej argumentów, zarówno historycznych, opartych na bardzo wielu faktach, jak i na wynikach najnowszych badań naukowych. Większość z tych problemów wcześniej, czy później z poziomu energetycznego, przechodzi w psychosomatyczny, a bloki energetyczne bardzo łatwo przekształcają się w blokady mięśniowe i mięśniowo-powięziowe punkty spustowe (m-p TPs), powodujące najczęstsze dolegliwości bólowe i zaburzenia wegetatywne.

Według Lowena podstawowym objawem procesów życiowych są nieustanne ruchy rozszerzania i zaciskania ciała. Tak pracują nie tylko wszystkie narządy (mięśnie narządu ruchu, mięsień sercowy, mięśniówka gładka - a wraz z nią naczynia krwionośne, płuca, przewód pokarmowy, układ moczowy itp.), ale także poszczególne komórki, a nawet struktury subkomórkowe, wykonując swoisty taniec życia w rytmie pola geomagnetycznego.

Zdaniem Włodzimierza Sedlaka ta aktywność jest wspierana procesami fononowymi. Stąd tak duża skuteczność terapeutyczna nie tylko muzyki (szczególnie klasycznej), ale także wielu innych metod leczenia dźwiękami, z mantrą, bębnami czy misami tybetańskimi włącznie. Dobrą ilustracją tego zjawiska może być mięsień sercowy, potocznie traktowany jako pompa zaopatrująca organizm w tlen i krew, gdy tymczasem jest on bardziej dyrygentem rytmów przepływu krwi, niż mechaniczną pompą. i najsilniejszym źródłem energii elektrycznej i magnetycznej. Gdyby nie było tego swoistego serwomechanizmu, nie byłoby najmniejszej szansy na skuteczny przepływ krwi w obrębie całego ciała

Natomiast we wszystkich stanach pogorszonego zdrowia, wraz z obniżeniem nastroju, kondycji i ogólnego samopoczucia, dochodzi do bloków energetycznych i związanej z nimi przewagi ruchów zaciskania nad rozszerzaniem. W efekcie następuje pogorszenie ukrwienia skóry, mięśni i innych tkanek oraz do obniżenia czucia na powierzchni ciała, ściśle powiązanego ze zdolnością świadomego odczuwania większości bodźców oraz z procesami wymiany energetycznej ze środowiskiem zewnętrznym. W takich stanach najczęściej występują zaburzenia wegetatywne i bóle, wyraźnie pogarszające ogólne samopoczucie i powodujące obniżenie czucia na powierzchni ciała. Tak wcześniej czy później dochodzi do rozmaitych schorzeń. Najczęściej towarzyszy temu także spadek libido i obniżenie odczuć seksualnych

Wszystko, co dobrze służy zachowaniu zdrowia, a więc skuteczna profilaktyka zdrowotna, związana z ogólnie higienicznym trybem życia, korzystnie wpływa na wzmacnianie ruchów rozszerzania, poprawiających nastrój, samopoczucie ogólne i wspomaga przebieg fizjologicznych procesów życiowych. Ruchy te z jednej strony są konieczne do realizacji procesów życiowych, a z drugiej stanowią swoisty serwomechanizm, ułatwiający przebieg podstawowych funkcji organizmów żywych (E. Gadula, 2002)

Coraz wyraźniej rysuje się koncepcja, że to, co uważa się za chorobę lub leczenie, zależy od naszych poglądów na naturę człowieka. Ponieważ człowiek jest istotą myślącą, świadomą własnej tożsamości i zdolną do podejmowania decyzji. Jeśli jest chory, nie można traktować go jak zepsutą maszynę. Lęk i depresja nie są jedynie przykrymi objawami, którym lekarz powinien zaradzić; mogą one również oznaczać, że pacjent powinien poddać krytycznej ocenie i zmienić swoje nastawienie wobec życia.

Utożsamiając się wyłącznie ze swoim ciałem, świadomym umysłem i zmysłami oraz wierząc, że nic więcej nie istnieje, nie jesteśmy zdolni do postrzegania rzeczywistości taką, jaką ona jest naprawdę. Sam fakt, że ciało podejmuje wysiłek, aby odzyskać zdrowie, a my nie wiemy dlaczego, sugeruje, iż ciągle jeszcze bardzo mało wiemy o naturze życia.

Do zachorowania najczęściej dochodzi na drodze psychosomatycznej, a więc, że proces ten dotyczy zarówno duszy jak i ciała, według Aleksandra Lowena ściśle powiązanych ze sobą tzw. duchowością ciała. Ta duchowość dotyczy nie tylko powstawania schorzeń, ale całokształtu ludzkiego funkcjonowania, a szczególnej roli nabiera w profilaktyce i leczeniu.

Człowiek starożytny wiedział o tej sile, opisywał ją i analizował na podstawie rezultatów jej działania. A może dysponował wiedzą wcześniejszych, wielkich i wyżej rozwiniętych cywilizacji, którą usiłujemy jeszcze ciągle nieudolnie badać?

We wszystkich stanach pogorszonego zdrowia, wraz z obniżeniem nastroju, kondycji i ogólnego samopoczucia, dochodzi do bloków energetycznych i związanej z nimi przewagi ogromnie ważnych życiowo ruchów zaciskania nad rozszerzaniem. W efekcie następuje pogorszenie ukrwienia skóry, mięśni, narządów wewnętrznych i innych tkanek oraz do obniżenia czucia na powierzchni ciała, ściśle powiązanego ze zdolnością świadomego odczuwania większości bodźców oraz z procesami wymiany energetycznej ze środowiskiem zewnętrznym.

W takich stanach najczęściej występują zaburzenia wegetatywne i bóle, wyraźnie pogarszające ogólne samopoczucie i powodujące obniżenie czucia na powierzchni ciała. Tak wcześniej czy później dochodzi do rozmaitych schorzeń. Najczęściej towarzyszy temu także spadek libido i obniżenie odczuć seksualnych.

Ponadto coraz wyraźniej rysuje się koncepcja, że to, co uważa się za chorobę lub leczenie, zależy od naszych poglądów na naturę człowieka. Ponieważ człowiek jest istotą myślącą, świadomą własnej tożsamości i zdolną do podejmowania decyzji, nie można traktować go, jeśli jest chory, jak zepsutą maszynę. Lęk i depresja nie są jedynie przykrymi objawami, którym lekarz powinien zaradzić; mogą one również oznaczać, że pacjent powinien poddać krytycznej ocenie i zmienić swoje nastawienie wobec życia...

Pacjenci w odróżnieniu od lekarzy, nie traktują choroby jako mechanicznego uszkodzenia ciała i nie sądzą, że wszystko staje się jasne w momencie, gdy rozpoznano defekt. Pragną oni uzyskać pewną wiedzę o tych elementach życia codziennego, które stały się przyczyną ich choroby. Nie zawsze jednak świadomi są tego, jak bardzo mało wiemy o przyczynach większości chorób. Lekarz w swej praktyce klinicznej musi uwzględnić zarówno doświadczany przez pacjenta ból, zaburzenia wegetatywne, niebezpieczne dla życia patologie i jego cierpienie, jak i poczucie godności, poczucie sensu życia itd.

Nadszedł czas pełnego zrozumienia siebie, a dzięki tej wiedzy uzyskania moc przekształcenia wielowymiarowej choroby, na którą wszyscy cierpimy, w radość doskonałego zdrowia i życia.

Zdaniem Doktora Eustachiusza Gaduli większość schorzeń rozpoczyna się zespołem objawów, które wobec braku uchwytnych zmian w diagnostyce, jaką dotychczas dysponuje, medycyna konwencjonalna nazywa się czystą nerwicą. Ale zwykle w dalszym przebiegu, różnie w czasie przebiegającej patologii, dochodzi do kolejnych etapów schorzenia, które omówimy w Patomechanizmie schorzeń.

Choroba powoduje stan zawieszenia, wyjęcia z pośpiechu codzienności, doświadczanie swojego ciała na różne sposoby. Odczucie jego ograniczeń i możliwości przemiany. Daje poczucie bycia słabym i naukę proszenia o pomoc. Uruchamia także proces akceptacji samego siebie, przemienionego przez chorobę czy wypadek.

Choroba jest jednym z doświadczeń naszej jaźni. To ona, jaźń wybiera chorobę, jako rozwiązanie pewnych problemów. Choroba zwykle jest zaproszeniem i okazją do rozwoju. Jest jakby listem napisanym do samego siebie, informującym o charakterze naszych problemów wewnętrznych, wymagających rozwiązania. Jeśli się zna symbolikę ciała i do choroby podchodzi w sposób świadomy, można dotrzeć do jej przyczyn (psychicznych, emocjonalnych, mentalnych) szybciej, i zrozumiawszy na czym polega problem, jakie pojęcia w naszym programie myślenia są przekłamane i przywrócić stan archetypowej równowagi energetycznej, czyli zdrowia.

Różnica pomiędzy chorobą a chorobą karmiczną polega jedynie na uprzedniości postanowień. Przychodzimy na świat, nazbierawszy skrzętnie ślady problemów, nierozwiązanych równań z innych żywotów, by uczynić je tzw. skłonnościami, słabościami czy ułomnościami. Ślady te mają służyć pracy z naszymi trzema ciałami w warunkach ziemskich, czyli praktycznemu stosowaniu praw kosmicznych w rzeczywistości materialnej. I gdy w trakcie codziennego pisania naszego scenariusza życia teraźniejszego nasza jaźń (czyli my sami) uzna, że może się nimi posłużyć, powoduje wystąpienie objawów choroby. Dlatego w tej samej sytuacji (np. obecność bakterii czy wirusa) jedna osoba zachoruje, a inna nie, lub też w podobnej sytuacji, właśnie ta osoba nie zachoruje, a inna tak. Tego rodzaju zachowania wynikają z ciągu decyzji nieustannie podejmowanych przez nasze wielowymiarowe i jednoczesne JA.

Jakże często nasze wewnętrzne dziecko używa choroby, by zwrócić na siebie czyjąś uwagę, by zatrzymać przy sobie ukochaną osobę czy terroryzować otoczenie.

Choroba karmiczna jest swego rodzajem przyrzeczeniem danym samemu sobie i innym przed wcieleniem, że w wypadku wejścia na określoną ścieżkę, wybrania określonej opcji scenariusza (o czym decydujemy już tutaj) zachorujemy. Przyrzeczenie wobec innych obejmuje stan wciągnięcia ich w relacje z chorobą, naznaczone pojęciami poświęcenia się, nieodwracalności, odejścia, śmierci, umiejętności żegnania się, pogodzenia, przebaczenia itp. W obszarze rażenia tego rodzaju chorób-misji znajdują się dziesiątki bliższych i dalszych osób, często media i całe społeczeństwo (np. AIDS), które zyskują okazje do ewolucji, czyli uduchowienia się, uruchomienia swoich własnych złogów karmicznych, dotyczących sposobu myślenia i czucia, dla całości podświadomości ludzkości. Nasz pobyt na Ziemi, w materii jest poszerzaniem świadomości, czyli możliwości.

Celem współpracy z chorobą karmiczną jest więc także odkrycie, że to, co uważaliśmy za niemożliwe, staje się możliwe za pomocą otwarcia serca i umysłu (spontaniczne samouzdrowienia) i uczynienie, by stało się to udziałem wszystkich. Współpracując w ten sposób z chorobą (karmiczną i każdą inną), powodujemy szesnastkowe przeobrażenia ego we właściwie skonstruowana osobowość, mającą służyć naszej wewnętrznej tożsamości, nasze-mu ja duchowemu w przejawianiu się w rzeczywistości materialnej. Tym samym ułatwiamy też innym, którzy są już na to gotowi ujrzeć bezpieczeństwo życia w prawdzie wewnętrznej i zdjęcie masek chroniących ich przed wyimaginowanym zagrożeniem. Nie przetworzenie choroby karmicznej na dany moment i użycie do odejścia z tej rzeczywistości jest więc logicznym ciągiem dalszych zobowiązań wobec innych (partycypujących w tym wydarzeniu), zakończenie swojego pobytu tutaj. Jest to decyzja na ewentualna kontynuacje tematu w jednym z następnych żyć, lub rozpuszczeniem przyczyn na drodze rozwoju w innych wymiarach, gdzie istnienie nie jest oparte na prawie przyczyny i skutku.

Ale są to również sytuacje, które proponują nam otwarcie na tolerancję poprzez wyzbycie się zbytnich wymagań w stosunku do samego siebie i innych. Rozpuszczenie tego węzła następuje przez akceptację innych takimi, jaki są; przez otwarcie serca; przez zauważenie, że obok nas istnieją inni ? w całej ich różnorodności. Nie znaczy to, że wszystkie koncepcje teoretyczne medycyny konwencjonalnej nie mają praktycznego znaczenia. Nie oznacza to także, że metody diagnostyki konwencjonalnej pozbawione są praktycznej wartości w zaawansowanych schorzeniach, którym towarzyszą zmiany biochemiczne i anatomiczne. Także farmakoterapia chemiczna, stosowana w medycynie konwencjonalnej w wielu przypadkach ratuje ludzkie życie, choć nie jest pozbawiona działań ubocznych i powikłań. Znaczna część prawdziwego postępu w medycynie związana jest z rozwojem metod operacyjnych, stosowanych w wielu specjalnościach lekarskich. Ale mimo to coraz więcej głosów zarówno społeczeństw, szczególnie w krajach wysokorozwiniętych jak i fachowców przemawia za potrzebą integracji w medycynie najskuteczniejszych i najbezpieczniejszych metod konwencjonalnych i niekonwencjonalnych.

Jesteśmy przekonani, że do prawdziwej i wszechstronnej integracji w medycynie dojdzie wtedy, kiedy wyraźnie rozszerzy się obszar porozumienia i wzajemnej akceptacji koncepcji teoretycznych medycyny konwencjonalnej i komplementarnej, a wynikająca z tego porozumienia praktyka medyczna zacznie w sposób optymalny integrować najskuteczniejsze i najbezpieczniejsze metody leczenia.

?Copyright by Eustachiusz Gadula


licznik

Odsłon artykułów:
399846