W poszukiwaniu klucza do szczęśliwego życia w zdrowiu

Kategoria: W poszukiwaniu klucza do szczęśliwego życia w zdrowiu Opublikowano: poniedziałek, 27 sierpień 2018 Super User Drukuj E-mail

Żyjemy w czasach, w których z jednej strony jesteśmy świadkami oszałamiającego postępu technicznego, podboju Kosmosu i wydzierania Naturze wielu, nieraz niebezpiecznych tajemnic, jak choćby broń atomowa, czy inżynieria genetyczna. Z drugiej strony mimo tych osiągnięć i większego fizycznego komfortu życia, rzadko czujemy się szczęśliwsi, silniejsi, zdrowsi i bezpieczniejsi. Mimo, że medycyna doraźnego ratowania życia poczyniła znaczne postępy i nawet potrafi przeszczepiać zniszczone przez choroby narządy, leczyć tych schorzeń nie potrafi! Przymierza się do sklonowania człowieka, a zupełnie nie radzi sobie z coraz większą liczbą schorzeń cywilizacyjnych. Nie może nam także dać pewności, że klonowanie istot ludzkich to osiągnięcie prawdziwe, a nie kolejne, wielkie, potencjalne niebezpieczeństwo, zagrażające ludzkości.

Co zmieniło się w ostatnich 50-ciu latach w biologii i medycynie?

Zmieniło się wiele i niewiele. Wiele w problemach szczegółowych, związanych z postępem technicznym i możliwością penetracji w głąb struktur biologicznych, aż do poziomu submolekularnego i ostatnich zdobyczy inżynierii genetycznej. Ale bardzo niewiele, jeśli chodzi o syntezę poglądów na temat podstaw funkcjonowania organizmów żywych, a szczególnie, o psychosomatykę, jako fundament natury człowieka.

Czym jest medycyna, a czym być powinna?

 

 

Z teoretycznego punktu widzenia wydaje się zupełnie oczywistym, że medycyna to nauka o życiu ludzkim, podbudowana praktyką na temat zdrowia, choroby i leczenia, skutecznego i bezpiecznego. Niestety skuteczność i bezpieczeństwo działań medycznych często pozostawia wiele do życzenia. Współczesna medycyna coraz skuteczniej ratuje życie ludzkie, ale często na tym jej rola się kończy. Lekarze-inżynierowie usiłują w sposób mechaniczny przywracać funkcjonowanie ludzkiej maszynerii, jakby zapominając, albo nie zdając sobie sprawy z tego, kim naprawdę jest człowiek? Ratując życie, rzadko zastanawiają się, jaka będzie jego jakość. Bo medycyna to nie tylko inżynieria biomedyczna, ale przede wszystkim, nauka i praktyka służąca skomplikowanej istocie ludzkiej, i aby spełniać należycie swe zadania, musi być przepojona humanizmem. Musi rozumieć podstawowe problemy zawierzonego jej pieczy człowieka i współczuć mu w jego problemach życiowych, z których najczęściej wynikają problemy zdrowotne. Aby to zadanie należycie wypełniać, lekarze przede wszystkim powinni być nauczycielami swoich pacjentów. Szerząc w atrakcyjny i przekonywujący sposób odpowiednią wiedzę, stosować w pierwszym rzędzie profilaktykę. Natomiast, jeśli człowiek już zachoruje, metodami najskuteczniejszymi, najbezpieczniejszymi i nie najdroższymi starać się nie tylko go wyleczyć, ale także przywrócić do pełnowartościowego życia. A jak jest w praktyce w Polsce, ale i w wielu innych krajach świata także?

W starożytnych Chinach lekarzowi powodziło się najlepiej, kiedy jego podopieczni nie chorowali. Im więcej z nich i dłużej chorowało, tym mniej mu płacono. Najgorzej był traktowany, jeśli jego podopieczni umierali. W Polsce ostatnich lat teoretycznie zadanie prawidłowej opieki nad pacjentami powinni wypełniać lekarze rodzinni, jako lekarze pierwszego kontaktu, zajmujący się całokształtem spraw mających wpływ na stan naszego zdrowia. Powinni to czynić w ścisłej współpracy z przedstawicielami poszczególnych specjalności lekarskich i z większymi placówkami służby zdrowia. Trzeba przyznać, że niektórzy z nich nieźle wywiązują się ze swoich obowiązków, ale jak to wygląda najczęściej, myślę, że nie raz doświadczyliśmy na sobie!

Niestety jeszcze znacznie gorzej jest w medycynie specjalistycznej, której ciągle brakuje szpitali, sprzętu i pieniędzy. Zgoda, pensje personelu medycznego w Polsce są skandalicznie niskie, ale dotyczą głównie szeregowych pracowników. Szefowie klinik, szpitali, oddziałów i różnych działów to już całkiem inna, często żenująca sprawa i tzw. szara strefa. Poza tym decydenci medyczni w naszym kraju trwoniąc bardzo duże pieniądze na nadmiary niepotrzebnego sprzętu, badań i złą organizację pracy, nie zadają sobie trudu zastanowienia się, komu ten moloch medyczny powinien służyć - pacjentom, czy lekarzom? Coraz częściej osoby wnikliwie obserwujące polską medycynę krytycznie zauważają, że większość decydentów medycznych w swojej prywatnej praktyce dochody czerpie z budżetu państwa, a kosztami obarcza także państwo Czy inne postępowanie z chorymi, stosowanie pogłębionego podejścia do problemów diagnostyki, z dokładniejszym badaniem podmiotowym i przedmiotowym oraz wynikająca z tego zmiana terapii na metody prostsze, skuteczniejsze i bezpieczniejsze umożliwia oszczędności, pozwalające nie tylko przyzwoite płace wysoko wykwalifikowanemu, a ogólnie ciężko pracującemu personelowi medycznemu, ale także na wyższy standard placówek lecznictwa? Diagnostyka powinna być najkrótszą, najprostszą i najbezpieczniejszą drogą do celu, jakim jest rozpoznanie dostępne w aktualnym stanie wiedzy medycznej, niezbędne do podjęcia skutecznego leczenia. A jaka jest rzeczywistość, ile badań wykonuje się po prostu przesiewowo, nie licząc się z ich kosztami oraz przykrościami, a nawet zagrożeniem dla pacjentów? Ale jeśli się nie wie jak pacjenta skutecznie i bezpiecznie leczyć, to, aby nie stracić twarzy, straszy się go potencjalnymi skutkami schorzenia i mnoży się badania, z których niewiele wynika i które potem nawet nie zawsze są wnikliwie analizowane. A pacjenta bardziej niż rozpoznanie, interesuje wynik leczenia w jego przypadku! W bardzo wielu przypadkach z wynikami leczenia w medycynie ortodoksyjnie konwencjonalnej jest (szczególnie w schorzeniach cywilizacyjnych) całkiem niedobrze. I wtedy bardzo często przygnębia się pacjentów stwierdzeniami, że wobec ich schorzeń medycyna jest bezsilna. Ale to nie jest prawda, o czym mogą dobitnie świadczyć duże statystyki, którymi interesuje się choćby Światowa Organizacja Zdrowia, ale nie medycyna konwencjonalna! Medycyna uważająca się za naukową, wbrew faktom nie chce tego zauważać i to nie tylko w Polsce.

Być może pewien promyk nadziei w niedługim już czasie do polskiej medycyny zaświta ze Stanów Zjednoczonych. Nie trzeba być pilnym obserwatorem, aby widzieć, że do niedawna bardzo droga i niezbyt skuteczna medycyna amerykańska dla większości kluczowych przedstawicieli polskiej medycyny od wielu lat i z wielu powodów (niekoniecznie bezinteresownych i ściśle zawodowych) była wzorcem, skwapliwie naśladowanym. Ale już i w Stanach Zjednoczonych pod wpływem coraz większej presji społeczeństwa od kilku, a nawet kilkunastu lat powoli choć nie bez oporów toruje sobie drogę integracja z metodami naturalnymi, czy niekonwencjonalnymi, czemu wielokrotnie dała i nadal daje wyraz choćby JAMA - największe amerykańskie czasopismo medyczne na świecie. Jak na razie polscy prominenci medyczni tego trendu w medycynie amerykańskiej zauważać nie chcą, jakby to było wbrew ich interesom i poniżej ich godności. Oni także od ponad pól wieku z miną wyższości ignorują wszystko, co na tym polu dzieje się w Polsce. Zaskakujące efekty poprawy, a nawet wyleczeń chorych uznanych przez akademicką medycynę za nieuleczalne, polska oficjalna medycyna i resort nią sterujący po prostu lekceważą. Efekt tego jest taki, że tzw. usługi paramedyczne w Polsce może świadczyć każdy, kto zarejestruje działalność gospodarczą, bez względu na przygotowanie merytoryczne, czy jego brak. W efekcie duża część pacjentów została przez to oddana na łaskę i niełaskę ludzi, większość z których swą działalność podjęła z pobudek ekonomicznych, a nie merytorycznych.

Takie stanowisko władz polskiej służby zdrowia w stosunku do metod naturalnych jest co najmniej dziwne i z pewnością szkodliwe nie tylko dla wielu chorych, ale także dla polskiej medycyny. A jeśli sami pacjenci lub ich rodziny informują lekarzy, że stan zdrowia ludzi uznanych za nieuleczalnie chorych dzięki naturalnym metodom leczenia uległ poprawie, czy nawet nastąpiło wyleczenie, lekarze zbywają to wzruszeniem ramion, albo stwierdzeniem, że Bywają czasem niezrozumiałe poprawy samoistne. Tyle tylko, że rzadko dochodzi do nich u osób leczonych konwencjonalnie. Ale znając stosunek większości polskich lekarzy do tych metod, informatorzy mówiąc o takich przypadkach, lub chorzy pokazując się w stanie wyraźnej poprawy stanu zdrowia, przemilczają fakt innego leczenia, niż konwencjonalne. Znam wielu pacjentów zapewnianych o braku jakichkolwiek szans na poprawę ich stanu zdrowia za pomocą metod konwencjonalnych. Kiedy jednak do takiej poprawy, a nawet do wyleczenia doszło po leczeniu niekonwencjonalnym i naturalnym, nie wiedząc o tym, lekarze nie mogli się nadziwić poprawie po ich leczeniu konwencjonalnym, do którego sami nie mieli przekonania A mimo to na pytanie o sens, czy możliwość stosowania innych metod niż akademickie, odpowiadali i do dziś najczęściej odpowiadają negatywnie. Negatywizm ten zwykle narastał jeśli pacjenci, czy ich rodziny przyznawali się, że poprawa nastąpiła pod wpływem metod naturalnych. Ciągle jeszcze większość polskich lekarzy albo nie chce przyjmować takich faktów do wiadomości, albo po uzyskaniu informacji o stosowaniu u konkretnych chorych naturalnych metod leczenia oburza się i straszy pacjentów oraz ich najbliższych różnymi bezpodstawnymi konsekwencjami takiego leczenia.

Nie byłoby to może zjawisko tak groźne, gdyby taki stosunek do medycyny niekonwencjonalnej dotyczył tylko lekarzy szeregowych, i wynikał z braku ich wiedzy lub niechęci do metod leczenia w wielu przypadkach mających tysiącletnie tradycje. To zjawisko negatywnego podejścia do metod naturalnych dotyczy także samych szczytów polskiej medycyny.

Niech ilustracją tego stwierdzenia będzie chociażby negatywna opinia Rady Naukowej przy Ministrze Zdrowia z roku 1973 na temat akupunktury. Aby uzasadnić takie podejście decydenci medyczni przeciwni integracji w medycynie metod konwencjonalnych z niekonwencjonalnymi ciągle powołują się na brak obiektywizowanej dokumentacji wyników medycyny naturalnej, choć od wielu lat konsekwentnie uniemożliwiają podjęcie takich badań.

Zmiana sposobu postępowania z pacjentami, zarówno ich traktowania, jak i leczenia powinna następować w oparciu o teorię i praktykę. Co oznacza, że jeśli adekwatnej teorii medycznej na określony temat brakuje - także w oparciu o czystą praktykę lekarską. A praktyka medyczna, co widać choćby na podstawie doświadczeń historii medycyny, powinna zmierzać w kierunku głębokiej humanizacji. Inaczej poza spektakularnymi osiągnięciami natury techniczno-instrumentalnej nie będzie można spodziewać się wyjścia z coraz powszechniejszych, przewlekłych schorzeń cywilizacyjnych, wobec których współczesna medycyna jest i pozostanie bezradna. Ale żeby do tego doszło, trzeba by zadać sobie kilka kluczowych pytań, prawidłową odpowiedz, na które powinna przesądzić o dalszym postępowaniu. Pierwszym i kluczowym problemem w tej kwestii powinna być odpowiedz na pytanie Czym jest życie?

Jak dotąd nikt jeszcze tego nie wie, nie wyłączając biologii i medycyny. Nikt nie podał dotychczas adekwatnej definicji życia. Nadal nie wiadomo, czy jest ono procesem, który kiedyś, wbrew rachunkowi prawdopodobieństwa zaskoczył gdzieś w Kosmosie i obecnie obserwujemy różne, ewoluujące jego odmiany? A może jest po prostu przejawem najwyżej zorganizowanej materii, zawiązującym się od nowa, co jakiś czas tutaj na Ziemi, ale może i gdzieś tam w Kosmosie? W takim przekonaniu przez wiele lat świat oczekiwał, że lada chwila uda się materię nieożywioną powołać do życia. Musiało wiele czasu upłynąć zanim zrozumiano, że nie da się tego osiągnąć.

Wiele przemawia za tym, że najbliżej sedna adekwatnej definicji życia był Polak - niedawno zmarły prof. Wlodzimierz Sedlak i stworzona przez niego nowa nauka o życiu - bioelektronika. W świetle bioelektroniki podstawowe substancje organiczne są półprzewodnikami, a Życie jest zjawiskiem elektrycznym, sterowanym magnetycznie, Jest walką o elektrony, lub Zjawiskiem fotonowym, sterowanym fononowo. Koncepcję półprzewodnictwa pierwszy zasugerował w roku 1941 nie byle kto, bo sam wielki biochemik węgierski, odkrywca witaminy C, dwukrotny laureat Nobla - Albert Szent-Győrgyi. Z bioelektroniką Sedlaka współbrzmi także koncepcja pól morfogenetycznych Sheldrea'ka i inne koncepcje pola biologicznego, ciągle nie uznawanego przez medycynę i biologię, choć coraz więcej faktów przemawia za jego istnieniem.

W następnej kolejności warto w pokusić się o odpowiedź na pytanie Czym jest zdrowie? Według Światowej Organizacji Zdrowia zdrowie to nie tylko brak choroby, ale szczególny dobrostan psychiczny, fizyczny i socjalny. Panująca obecnie filozofia medycyny, oparta na mechanistycznym paradygmacie kartezjańsko-newtonowskim, w którym człowieka-maszynę leczy zimny lekarz-inżynier powoli na szczęście zaczyna ulegać zmianie na oparty o osiągnięcia najnowszej fizyki i psychologii paradygmat wszechogarniającej jedności, w którym człowiek, jako integralna część Natury funkcjonuje w głębokiej więzi z całym Wszechświatem. Dzieje się to głównie dzięki zadziwiającym właściwościom ludzkiej psychiki i zagłębianiu się we własne wnętrze, które starożytni Chińczycy nazywali Mikrokosmosem.

O ile odpowiedź na dwa pierwsze pytania interesuje głównie filozofów przyrody i tylko część przedstawicieli medycyny, o tyle odpowiedz na dwa kolejne pytania -

Czym jest choroba i na czym polega leczenie? interesuje każdego z nas, jako potencjalnych pacjentów. Ale musi też interesować każdego przedstawiciela medycyny, bez względu na to, czym się zajmuje - teorią czy praktyką.

Według uproszczonej koncepcji empirystycznej można łatwo zdefiniować i odróżnić od siebie zdrowie i chorobę. W myśl tej koncepcji choroby są pewnymi bytami, które jak gdyby z zewnątrz atakują pacjentów i że gdyby tylko państwo zapewniło odpowiednie zasoby materialne, z łatwością można by było zredukować liczbę chorób trapiących dane społeczeństwo. Przecza temu jednak fakty i prawo Parkinsona, które brzmi: Im więcej środków jest przeznaczonych na leczenie, tym więcej pojawia się chorób wymagających leczenia. Nowe możliwości techniczne rodzą określone problemy moralne, a ich wpływ na średnią długość życia ludności jest nieznaczny. Pogląd, że można zmniejszyć występowanie chorób, zwiększając zakres usług służby zdrowia okazał się iluzoryczny.

Coraz wyraźniej rysuje się koncepcja, że to, co uważa się za chorobę lub leczenie zależy od naszych poglądów na naturę człowieka. Ponieważ człowiek jest istotą myślącą, świadomą własnej tożsamości i zdolną do podejmowania decyzji, nie można traktować go, jeśli jest chory, jak zepsutą maszynę. Lęk i depresja nie są jedynie przykrymi objawami, którym lekarz powinien zaradzić. Mogą one również oznaczać, że pacjent powinien poddać krytycznej ocenie i zmienić swoje nastawienie wobec życia...

Pacjenci w odróżnieniu od lekarzy, nie traktują choroby jako mechanicznego uszkodzenia ciała i nie sądzą, że wszystko staje się jasne w momencie, gdy rozpoznano defekt. Pragną oni uzyskać pewną wiedzę o tych elementach życia codziennego, które stały się przyczyną ich choroby. Nie zawsze jednak świadomi są tego, jak bardzo mało wiemy o środowiskowych przyczynach większości chorób. Lekarz musi uwzględnić w swej praktyce klinicznej zarówno doświadczany przez pacjenta ból, jego cierpienie, jak i poczucie godności, poczucie sensu życia itd.

Za podstawowy czynnik etiologiczny schorzeń medycyna uważa chorobotwórcze mikroor- ganizmy i większość wysiłków poświęca walce z nimi. W rozpatrywaniu patomechanizmu schorzeń koncentruje się głównie na narządach wewnętrznych i układzie kostno-stawowym, ignorując mięśnie (poza mięśniem sercowym). W diagnostyce zdecydowanie preferuje metody instrumentalne - biochemiczne i anatomiczne. Leczenie opiera na farmakoterapii (najchętniej chemicznej) i metodach operacyjnych. Rozpoczyna się je zwykle od farmakoterapii, rzadko skutecznej, a coraz częściej związanej z działaniami ubocznymi i powikłaniami. Jeśli leczenie farmakologiczne okazuje się nieskuteczne, wtedy często, choć rzadko z uzasadnionych wskazań zaleca się leczenie operacyjne. Kiedy i to zawiedzie, jako trzeci etap leczenia, najczęściej bez większego przekonania zaleca sie rehabilitację ...

Dzieje się tak dlatego, że w Polsce ciągle mimo zauważalnego postępu w ostatnich latach nie docenia się znaczenia rehabilitacji i jej potencjalnych możliwości. Dobitnie może o tym świadczyć fakt, że kiedy w ramach niedawnych przemian ustrojowych trzeba było szukać oszczędności w służbie zdrowia, zaczęto w pierwszym rzędzie od likwidacji właśnie placówek rehabilitacji. Natomiast oszczędności w spółdzielczości inwalidów przeprowadzono w sposób niehumanitarny, zwalniając z pracy ludzi najmniej sprawnych, a najbardziej poszkodowanych przez życie, najczęściej z I grupą inwalidzką, często świetnych fachowców.

Mimo niewątpliwych sukcesów w walce z chorobami zakaźnymi, współczesna medycyna nie radzi sobie z coraz częstszymi: zmianami zwyrodnieniowymi, zaburzeniami hormonalnymi, alergiami, nowotworami czy tzw. schorzeniami psychosomatycznymi. Pod pojęciem schorzeń psychosomatycznych utarł się zwyczaj ujmowania niewielkiej grupy schorzeń, w których wpływ psychiki na ciało jest szczególnie wyraźnie widoczny. Ale moim zdaniem człowiek jest z natury istotą psychosomatyczną i w każdym schorzeniu można doszukać się obydwu składowych - psychicznej i somatycznej, tyle, że w różnych schorzeniach występuje to w różnych proporcjach. Stąd nie widzę uzasadnienia do tworzenia kolejnej podspecjalności lekarskiej o nazwie psychosomatyka.

Jeśli psychosomatyka jest rzeczywiście fundamentem natury ludzkiej, to zarówno w diagnos- tyce, jak i w leczeniu ten fakt musi być uwzględniany, jeśli rozpoznanie ma być przyczynowe, a leczenie skuteczne i bezpieczne. Z najnowszych trendów w medycynie akademickiej widać, że kluczową rolę w funkcjonowaniu ludzkiego organizmu odgrywają trzy superukłady: układ nerwowy, układ hormonalny i układ odpornościowy. Ale z wnikliwej obserwacji w praktyce lekarskiej widać, że oprócz ogromnego znaczenia tych trzech układów, nie mniejsze znaczenie ma stan psychiczny i stan układu mięśniowego, w szerokim pojęciu układu nerwowo-mięśniowego, stanowiącego zarówno generator impulsów nerwowych, jak i swego rodzaju (jedyny) silnik naszego organizmu, realizujący większość podstawowych funkcji. Dla medycyny akademickiej układ nerwowy jest przede wszystkim sterownikiem somatyki, a mózgowi poza tą funkcją przypisuje jeszcze istnienie świadomości, jako fundamentu psychiki. Do roli psychiki medycyna konwencjonalna nawiązuje głównie z powodu niekorzystnych wpływów stresu psychicznego na powstawanie niektórych schorzeń, ciągle ignorując znaczenie ważnej składowej psychiki, jaką jest podświadomość. Dlatego rola psychiki jest bardziej kluczowa, niż przyjmuje się to w naukach medycznych. Jest ona ściśle powiązana nie tylko z układem nerwowym, ale niemal w równym stopniu także z układem hormonalnym, układem odpornościowym i mięśniowym. Poza tym, na co wskazuje wiele faktów, psychika ludzka jest także powiązana z najszerzej pojętym środowiskiem zewnętrznym i to nie tylko na Ziemi.

O ile na temat powiązań psychiki z układem hormonalnym w medycynie konwencjonalnej panuje milcząca zgoda i powoli, ale systematycznie rosnąca akceptacja, o tyle powiązanie psychiki z odpornością w wielu środowiskach lekarskich ciągle jeszcze budzi co najmniej wątpliwości, choć w leczeniu wielu grup schorzeń (szczególnie onkologicznych) zostało to udowodnione ponad wszelką wątpliwość i na to obszernym materiale ludzkim. Jeszcze większe opory prominentów medycznych (a to przecież oni kształcą szeregowych lekarzy) budzi powiązanie psychiki z układem mięśniowym, a właściwie z układem nerwowo-mięśniowym. To ostatnie zjawisko, aby je dostrzec i wagę jego docenić, nie wymaga nawet wiedzy medycznej. Wystarczy, jeśli każdy z nas zwróci na nie uwagę u siebie samego. Nawet bez większej wprawy w ocenie widać, co dzieje się z naszymi mięśniami, kiedy jesteśmy zdenerwowani, przestraszeni czy przygnębieni. Momentalnie spinają się nam w sposób najbardziej uchwytny mięśnie głowy, karku, barków i górnej części klatki piersiowej. Mogą pojawić się bóle o różnej lokalizacji (Większość bólów związana jest właśnie z patologicznymi napięciami mięśniowymi). Zaczynamy mieć trudności oddechowe, dochodzi do przykrych pobudzeń w obrębie przewodu pokarmowego, a nawet układu moczowego. Objawy, o których tu wspominamy, rozgrywają się na poziomie klinicznym i są albo bezpośrednio odczuwane przez poszczególnych osobników, albo łatwe do zaobserwowania przez lekarza, rodzinę czy inne otoczenie pacjenta. Jednak rzadko myśli się o ich etiologii, a tym bardziej o patomechanizmie. A po głębszej analizie okazuje sie, że są to nie tylko objawy kliniczne, kluczowe dla naszego samopoczucia, radości życia i kondycji psychofizycznej, ale także dla zdrowia, choroby i leczenia. Bez ich uwzględniania w praktyce tak trudno osiągnąć istotną poprawę w leczeniu, co na co dzień obserwujemy w medycynie konwencjonalnej.

Opisywanym w tym opracowaniu objawom w miarę ich nasilania się i czasu trwania, towarzyszą zmiany biochemiczne i wreszcie zmiany anatomiczne, do oceny których współczesna medycyna dysponuje już odpowiednim zapleczem diagnostycznym.

Z pewnością większość z nas miewa podobne problemy z psychiką i mięśniami, często utrudniające normalne funkcjonowanie. Jeśli takie stresujące sytuacje trwają krótko, a napięcia mięśniowe i towarzyszące im nieprzyjemne odczucia po krótszym czy dłuższym czasie samoistnie ustępują, świadczy to, że jeszcze raczej jesteśmy zdrowi. Jeśli jednak stany wzmożonych napięć mięśniowych, zarówno w mięśniach narządu ruchu (i przepony) jak i w mięśniówce gładkiej naczyń, oskrzeli, przewodu pokarmowego i układu moczowego utrzymują się długotrwale, może to być pierwszy krok do nerwicy, lub innych schorzeń. Te same objawy kliniczne pojawiają się także, a nawet tym bardziej u ludzi chorych i stanowią u nich znacznie większy problem. Wpływając niekorzystnie na przebieg dotychczasowego schorzenia, nasilają dolegliwości i przyczyniają się często do pogorszenia rokowania.

Takim poszerzonym podejściem do patologii ludzkiej, uwzględniającym wszystkie objawy kliniczne ważne dla zdrowia i samopoczucia charakteryzuje się medycyna zintegrowana, akceptująca wiele poglądów i działań praktycznych medycyny akademickiej, ale jednocześnie bardziej otwarta na wszystko co ważne, skuteczne i bezpieczne. Podobne podejście wykazuje także prawdziwa medycyna naturalna, wykonywana przez fachowców, głęboko zaangażowanych przede wszystkim w niesienie pomocy chorym i jeśli to możliwe w przywracanie ludziom zdrowia, nawet w przypadkach uznawanych przez medycynę konwencjonalną za nieuleczalne.

Szkoda, że medycyna konwencjonalna nie kwapi się do poznawania zasad medycyny zintegrowanej, czy medycyny naturalnej zarówno w profilaktyce, jak diagnostyce i terapii. Ignoruje metody medycyny naturalnej i niekonwencjonalnej, bez względu na ich wyniki leczenia.

Znany fizyk amerykański, Fritjop Capra na temat roli układu mięśniowego pisze: Ponieważ układ mięśniowy stanowi integralną całość, zaburzenie dowolnej jego części przenosi się na cały system, a skoro wszystkie funkcje cielesne realizowane są przez mięśnie, to każde najmniejsze zachwianie równowagi organizmu znajduje swój szczególny wyraz w układzie mięśniowym.

W świetle bioelektroniki Włodzimierza Sedlaka: praca mięśniowa, choć związana jest ze spalaniem biochemicznym, jest zyskiem elektronicznym, o kluczowym znaczeniu dla wszystkich funkcji, po prostu zasilaniem energetycznym organizmu.

Mięśnie szkieletowe są największym narządem ludzkiego ciała i stanowią ponad 40% jego masy. Istotną cechą zdrowego, funkcjonalnie sprawnego mięśnia jest duża amplituda skurczowo-rozkurczowa. Natomiast bardzo często i z wielu powodów powstają patologicznie wzmożone napięcia mięśniowe, a amplituda ulega zmniejszeniu. Powoduje to zarówno poważne zburzenia czynnościowe jak i dolegliwości. Są to najczęściej zmiany w obrębie psychiki, bóle i różne zaburzenia wegetatywne, a także rozmaite zespoły przeciążeń w obrębie narządu ruchu. Od kurczliwości tkanki mięśniowej uzależniony jest napęd i sposób realizacji aktywności życiowej. W mięśniach dokonuje sie większość życiowych procesów energetycznych.

Każdy z 496 mięśni człowieka może rozwijać mięśniowo-powięziowe punkty spustowe (Myofascial Trigger Points - M-p TPs), z powiązanym z nimi bólem i innymi wyżej wspomnianymi objawami distresowymi. M-p TPs są bardzo częste i stają się sprawą obciążającą niemal każdego człowieka, w tym lub innym okresie jego życia. O klinicznym znaczeniu M-p TPs świadczyć może fakt szerokiego opisywania ich w literaturze akupunktury, anestezjologii, ortopedii, pediatrii, medycyny fizykalnej, rehabilitacji i reumatologii, a nawet stomatologii. Ciężkość objawów klinicznych z powodu M-p TPs waha się od bezbolesnych ograniczeń ruchu z powodu utajonych TPs, częstych nie tylko w podeszłym wieku, ale i u dzieci, do dręczących, obezwładniających bólów, powodowanych przez bardzo aktywne TPs. Na zespoły bólowe z powodu aktywnych M-p TPs najczęściej cierpią osobnicy z maksymalną aktywnością życiową, w wieku pomiędzy 30 a 50 rokiem życia. Pomimo ich bardzo dużego nasilenia, m-p TPs nie zagrażają bezpośrednio życiu, ale przez swe ogromne nasilenie są powodem wielkich cierpień. Dewastują przez to jakość życia i powodują ogromne straty materialne.

Patologia styku nerwowo-mięśniowego może nie powodować występowania bólu, a tylko wzmożone napięcia mięśniowe, dające zespół objawów klinicznych określanych jako nerwica (E. Gadula, 1994), a w innych przypadkach, głównie u dzieci i osób starszych - usztywnienia i wady postawy.

Od dawna wiadomo, że napięcia mięśniowe są ściśle powiązane ze stanem psychicznym. Mięśnie są wręcz traktowane jako czuły barometr napięć psychicznych, a patologiczne napięcia mięśniowe jako ważny czynnik wpływający na stan psychiczny. Przeciążenie psychogenne przeradza się w przeciążenie statyczne mięśni, ścięgien, więzadeł i stawów. Jeśli dokładniej przeanalizować, to przyczyną większości bólów, bez względu na to, jakim schorzeniom towarzyszą, jest patologia funkcjonalna mięśni.

Za główne czynniki etiologiczne schorzeń uważam:

1. stan psychiczny,

2. zespół czynników otaczającego środowiska,

3. sposób odżywiania,

4. ogólny tryb życia,

5. zaburzenia metaboliczne,

6. czynniki genetyczne,

7. urazy fizyczne i chemiczne itp.

Dlaczego jednak nie wspominam tutaj o chorobotwórczych mikroorganizmach, uważanych przez współczesną medycynę za najczęstszy czynnik etiologiczny schorzeń? Bo czynnik etiologiczny schorzeń to ten, który na tyle obniża pełną, naturalną odporność organizmu, że stwarza warunki do zachorowania, w tym także do za działania chorobotwórczych mikroorganizmów. Jeśli to już nastąpi, mikroorganizmy stają się ważnym i groźnym, patogenem wtórnym! (E. Gadula, 1994).

Aby w pełni docenić kliniczne znaczenie punktów spustowych w mięśniach, trzeba postawić sobie pytanie o podstawowym znaczeniu nie tylko dla diagnostyki i terapii. - Jak informacje na temat wzajemnych powiązań psychiki z mięśniami, a jednocześnie mięśni z resztą ciała mogą wzbogacić teorie medyczne i jednocześnie na ile są one przydatne do wykorzystania w postępowaniu praktycznym? Moim zdaniem M-p TPs z teoretycznego punktu widzenia są swoistą ilustracją psychosomatyki jako fundamentu ludzkiej natury, o ogromnym znaczeniu praktycznym w profilaktyce, diagnostyce i terapii.

Po raz pierwszy punkty spustowe w mięśniach zostały szerzej opisane przez profesor medycyny amerykańskiej - Janet Travel, znanego na świecie rehabilitanta, osobistego lekarza prezydenta Johna Kennedy'ego i Szefa Służby Zdrowia Białego Domu za prezydentury Kennedy'ego i Johnsona.

Z nowej filozofii podejścia do czynników etiologicznych schorzeń i ich patomechanizmu wynika także odmienna koncepcja nerwic. Uważam, że tzw. czyste nerwice są czymś wyjątkowo rzadkim, albo praktycznie nie istnieją. Natomiast większość wczesnych objawów wielu, jeśli nie większości schorzeń rozpoczyna się właśnie od nerwicy, aby stopniowo wzbogacając swój obraz kliniczny, przejść przez etap tzw. nerwic narządowych albo bez niego, w inne, konkretne schorzenia, o różnym stopniu zaawansowania funkcjonalnego, biochemicznego, czy wreszcie anatomicznego (E. Gadula 1994). Jeśli nawet pojawi się ból (bez którego najczęściej pacjent nie wybiera się do lekarza), ale wyniki badań laboratoryjnych i anatomicznych są w normie, najczęściej lekarze rozpoznają tylko nerwicę, która po krótszym czy dłuższym czasie często przemienia się w schorzenie somatyczne.

Uważam, że zespół objawów nazywany powszechnie tzw. czystą nerwicą, czy nerwicami narządowymi jest wczesną postacią większości schorzeń, na etapie, kiedy instrumentalnymi metodami współczesnej medycyny nie stwierdza się istotnych odchyleń, mimo wielu dolegliwości pacjenta, nierzadko sprawiających większe cierpienie, niż wiele zaawansowanych schorzeń organicznych. Ale juz na tym etapie możliwa jest wczesna, czynnościowa diagnostyka właściwej przyczyny dolegliwości pacjenta za pomocą starannego badania podmiotowego i przedmiotowego oraz niektórych metod diagnostycznych kręgu akupunktury, czy innych, subtelnych, metod instrumentalnych, najczęściej elektronicznych.

Z mojego ponad 58-letniego doświadczenia klinicznego wynika, że nie ma czystych nerwic bez jakichkolwiek odchyleń w ciele pacjenta. Ale ponieważ większości pacjentów nie bada się fizykalnie dostatecznie dokładnie, a do badania podmiotowego także z wielu powodów nie przywiązuje się należytej wagi, trudno to stwierdzić. A już w tym czasie szczegółowym badaniem fizykalnym można stwierdzić najczęściej zaburzenia czynnościowe w postaci ukrytych lub aktywnych M-pTPs, bez większego trudu wyczuwalnych palpacyjnie i związane nimi różnorodne dysfunkcje. Najczęściej dysfunkcje te mają postać patologicznie wzmożonych napięć mięśniowych oraz zaburzeń wegetatywnych i ich następstw. W miarę zaawansowania nerwice stopniowo przechodzą w inne schorzenia, w których funkcjonują jako zespoły czynnościowe, nakładające się na podstawowy proces somatyczny.

Funkcje psychiczne są jednymi z najsubtelniejszych funkcji człowieka i dlatego najszybciej ulegają niekorzystnym zmianom pod wpływem różnych czynników. Mimo ewidentnych patologicznych napięć mięśniowych pacjenci mogą długo nie odczuwać dolegliwości fizycznych. Z reguły jednak po pewnym czasie pojawia się ból o trudnej do określenia przyczynie, ale związany z określoną okolicą. Zaczyna się wtedy okres tzw. nerwic narządowych. Jednocześnie w przebiegu wielu schorzeń somatycznych, niezależnie do jakiej specjalności lekarskiej kwalifikowanych (i nawet niezależnie od stopnia ich zaawansowania, do daleko zaawansowanych zmian organicznych włącznie) występuje tzw. nakładka czynnościowa, w postaci nerwicy, zaburzeń wegetatywnych, czy dolegliwości bólowych, oraz różnych innych zaburzeń funkcjonalnych. Dobrze jest mieć świadomość, że nie ma proporcji wprost pomiędzy organicznym zaawansowaniem schorzenia i występującymi w jego przebiegu dolegliwościami, związanymi z zaburzeniami czynnościowymi!

Nastrój pacjenta, jego dolegliwości i związane z nimi samopoczucie zależy głównie od istnienia czy braku zaburzeń czynnościowych, a nie od zaawansowania zmian organicznych (E. Gadula 1994). Jest na to wiele dowodów klinicznych, znanych doświadczonym lekarzom i innym przedstawicielom zawodów medycznych.

Niepokojące zjawisko nadużywania leków, szczególnie przeciwbólowych i psychotropowych, często wtedy nieskutecznych, jest dowodem społecznego zapotrzebowania na skuteczniejsze sposoby przeciwdziałania cywilizacyjnym stresom i ich następstwom w postaci bólów, zaburzeń wegetatywnych i pogorszenia stanu psychicznego. Kompleksowa rehabilitacja, kluczowa metoda leczenia medycyny zintegrowanej jest ciągle jeszcze (szczególnie w Polsce) nie docenianą, choć optymalną metodą współczesnej medycyny, sprawdzającą się w praktyce nawet wtedy, kiedy zawodzi farmakoterapia i leczenie operacyjne. Metody nowoczesnej, kompleksowej rehabilitacji zarówno konwencjonalnej jak i niekonwencjonalnej winny być stosowane jako rehabilitacja zintegrowana od pierwszej chwili kontaktu z pacjentem. Aby nastąpiła istotna poprawa wyników leczenia większości schorzeń, farmakoterapia i leczenie operacyjne, ciągle jeszcze uważane za podstawowe metody leczenia powinny w planie zintegrowanej rehabilitacji stać sie jej metodami pomocniczymi.

Podsumowanie

Jakie korzyści z przedstawionych tu poglądów na temat życia, zdrowia, choroby, profilaktyki i leczenia może odnieść:

1. Medycyna jako teoria i praktyka ochrony zdrowia,

2. Menedżerowie medyczni, jako organizatorzy opieki medycznej nad powierzonymi ich opiece pacjentami

3. i wreszcie poszczególni ludzie, zdrowi i chorzy?

Dużo jest racji w porzekadle Nasze zdrowie w naszych rękach i gdyby je wdrażać w swoje codzienne życie, medycyna miałaby z nami znacznie mniej kłopotów. Mimo słuszności porzekadła, a czasem nawet mimo dużego zaangażowania z naszej strony, z różnych powodów pojawiają się sytuacje wymagające pomocy ze strony medycyny. Przy nowym, proponowanym tu podejściu działania medyczne mają szanse być znacznie przyjemniejszymi, bezpieczniejszymi, skuteczniejszymi i tańszymi pod paroma warunkami:

1. Że ortodoksyjną medycynę konwencjonalną powoli zastępować będzie medycyna zintegrowana, otwarta na człowieka jako istotę psychosomatyczną.

2. Często chęć zrozumienia, poświęcenie należytej uwagi szerszym sprawom, niż tylko określone dolegliwości psychiczne i fizyczne oraz szczera chęć pomocy mogą zażegnać wiele problemów, stać się skuteczną profilaktyką jednych schorzeń i ułatwić leczenie innych.

3. Bez względu na problem medyczny, z jakim pacjent zgłasza się do lekarza, w postępowaniu diagnostycznym należy zawsze zebrać dostatecznie szczegółowy wywiad, który wiele wnosi do rozpoznania.

4. Bez względu na to, jak bogate jest wyposażenie diagnostyczne poszczególnych lekarzy, badanie podmiotowe (wywiad lekarski) i przedmiotowe (fizykalne badanie pacjenta), a nie wyniki badan dodatkowych powinny stanowić podstawę do prawidłowego rozpoznania.

5. Każde skierowanie na badania dodatkowe, czy to laboratoryjne czy strukturalne (obrazowanie Rtg, TK, MR, USG itp.) powinno być poprzedzone głębokim namysłem o jego celowości.

6. Że każde badanie wykonane u pacjenta będzie wystarczająco wnikliwie analizowane.

7. W przypadkach trudnych diagnostycznie, a nie stanowiących zagrożenia dla życia, nie zawsze należy wykonywać liczne badania przesiewowe, bo wiele z nich może stanowić niepotrzebne zagrożenie dla zdrowia pacjenta, niewiele wnosząc do rozpoznania. Poza tym bez potrzeby w istotny sposób zawyża koszty diagnostyki.

8. W wielu przypadkach wątpliwości diagnostycznych można rozpocząć od próby bezpiecznego leczenia, po to by móc postawić diagnozę metodą Ex juvantibus albo metodą E nocentibus (Rozpoznanie na podstawie wyników leczenia).

9. Istotne znaczenie dla jakości praktyki medycznej ma zrozumienie przez lekarzy, że większość schorzeń rozpoczyna się od zaburzeń funkcjonalnych, których najczęściej nie udaje się udokumentować badaniami instrumentalnymi, a które można wykryć na podstawie precyzyjnej analizy zmian w napięciach mięśniowych i związanej z nimi wrażliwości uciskowej.

10. Analizując dolegliwości pacjentów lekarze nie będą się ograniczać do tzw. diagnostyki adresów i nie będą za wszelką cenę doszukiwać się miejscowych zmian anatomicznych w każdym schorzeniu i usiłować dokumentować je instrumentalnie, a pomyślą o przedstawianych tu zaburzeniach na styku psychika-mięśnie. Wtedy diagnoza stanie się łatwiejsza i pełniejsza, co wydatnie ułatwi leczenie.

11. Upowszechnienie wiedzy na temat znaczenia klinicznego M-p TPs ułatwi zrozumienie przyczyn wielu nawet dramatycznych dolegliwości i pozwoli stosować skuteczniejsze, niż dotychczas metody terapeutyczne.

12. Szerokie wdrożenie do repertuaru metod medycyny konwencjonalnej takich metod naturalnych i niekonwencjonalnych jak: różne formy psychoterapii, metody kręgu akupunktury (akupunktura, elektroakupunktura, laseropunktura, sonopunktura, akupresura, moxa), terapia manualna, magnetoterapia i magnetostymulacja, homeopatia, ziołolecznictwo i suplementacja pokarmowa przyczyni się niewątpliwie do poprawy wyników leczenia.

13. Jeśli nastąpi zrozumienie, że skuteczne łagodzenie, a nawet znoszenie wielu zaburzeń funkcjonalnych może być czynnikiem profilaktyki i leczenia osłabienia sił odpornościowych organizmu: zmian zapalnych, alergicznych, nowotworowych, zaburzeń hormonalnych itp, wtedy rzadziej będzie się stosować farmakoterapię chemiczną w postaci antybiotyków, środków psychotropowych, leków przeciwbólowych i in., unikając w ten sposób wielu działań ubocznych i powikłań.

13. Skuteczniejsze leczenie zachowawcze (często nawet bez farmakoterapii) wpłynie na zmniejszenie liczby wskazań do zabiegów operacyjnych. Będzie można uniknąć zabiegów operacyjnych wykonywanych niekiedy tylko dlatego, że brak poprawy po leczeniu zachowawczym i nie wiadomo co dalej z pacjentem począć. A warto przypomnieć starą zasadę chirurgiczną, według której podstawowym przeciwwskazaniem do zabiegu operacyjnego jest brak właściwych wskazań.

15. Większa skuteczność leczenia korzystnie wpłynie na rokowanie, a co za tym idzie stworzy także pacjentom większą, uzasadnioną nadzieję na poprawę stanu czy wyleczenie, która jest zawsze czynnikiem mobilizującym do wyzdrowienia. Dotychczasowe, zbyt częste, a nierzadko i bezpodstawne złe rokowanie w wielu grupach schorzeń i zbyt szybkie komunikowane tego pacjentom jest groźną jatrogenią, wyraźnie zmniejszającą szansę na poprawę stanu zdrowia, a tym bardziej na wyleczenie.

16. Lepsze wyniki leczenia wielu schorzeń (w dużej mierze także dzięki suplementacji leczniczej) z czasem ograniczy liczbę nieodwracalnych uszkodzeń wielu narządów i konieczność ich przeszczepiania, która niesie z sobą wiele problemów, nie tylko natury medycznej.

Choć pełne zrozumienie istoty i sensu życia jest sprawa ciągle jeszcze odległą, to nieco głębsze ich zrozumienie pozwoli na bardziej optymistyczne spojrzenie na możliwość życia w dobrym samopoczuciu i możliwie najpełniejszym zdrowiu. Do dobrego samopoczucia w pierwszym rzędzie jest nam potrzebna odpowiednia filozofia życia, pozwalająca widzieć, wzorem prawdziwych mędrców, że każda sytuacja życiowa ma dobre i złe strony. W podejściu do obydwu należy zachować należyty umiar i głębokie zrozumienie. Uwolni nas to od nadmiaru niszczących emocji i pozwoli zachować spokój ducha, dzięki któremu możemy powoli stawać się ludźmi szczęśliwymi. Bo zdaniem prof. Władysława Tatarkiewicza Człowiek szczęśliwy to nie ten, który ma wszystkie zewnętrzne warunki do szczęścia, ale ten, który własne szczęście potrafi sobie wypracować, to człowiek zadowolony z życia jako całości.

Coraz powszechniejsze są poglądy, że warunkiem szczęśliwego i jednocześnie zdrowego życia jest unikanie konfliktów z własną podświadomością, od której tak wiele zależy. Ale aby to się stało, konieczne jest choćby minimum wiedzy na temat istoty podświadomości. A pracy z własną podświadomością można się nauczyć. Warto zadać sobie ten trud, aby głębiej zrozumieć i przekonać się o tym na faktach z własnego życia. Trzeba wiedzieć, że nasze myśli kształtują materialną rzeczywistość, nasze powodzenia życiowe i niepowodzenia. Bo rzeczywistością człowieka jest świat jego myśli w myśl powiedzenia: Czlowiek jest tym, czym myśli, że jest i wcześniej czy później, w sposób mniej lub bardziej wyraźny jego myśli stają sie faktami. Najłatwiej można to dostrzec, kiedy marzymy o czymś z dużym ładunkiem emocjonalnym i w sposób jednoznaczny. Jesteśmy szczęśliwi, kiedy realizują się nasze marzenia, a nieszczęśliwi, kiedy realizacja dotyczy naszych lęków i obaw. Ale lęki i obawy to także świat naszych, samorealizujących się myśli.

Do efektywnej pracy z podświadomością należy jeszcze wiedzieć, że podświadomość jest ponadczasowa, co znaczy, że dla niej istnieje tylko czas teraźniejszy. Jeszcze inną, bardzo ważną cechą podświadomości jest jej ogromny wpływ na funkcjonowanie naszego ciała, zarówno na fizjologię, jak i na patologię. Choć wydaje nam się, że naszą psychiką steruje tylko świadomość, znaczenie podświadomości jest w tej sferze dominujące. Dlatego za wszelką cenę należy nauczyć się unikania konfliktów z własną podświadomością.

Większość schorzeń rodzi się w naszej psychice jako zwykle nerwice Ale jak staraliśmy się wykazać, nerwice, to nie tylko nerwice, ale ważny, wczesny etap w patomechanizmie większości schorzeń. Krótko mówiąc optymalizacja funkcjonowania psychiki to najważniejszy, ale nie jedyny warunek zdrowego i szczęśliwego życia.

Z innych warunków część jest zależnych nie tylko od nas, jak na przykład chemiczne i energetyczne (smog elektromagnetyczny, dziury ozonowe w atmosferze) zanieczyszczenia środowiska.

Ale jest wiele warunków zależnych tylko od nas, o czym nie wiemy, albo raczej wiedzieć nie chcemy. Myślę o naszym odżywianiu się, aktywności ruchowej, używkach itp. Aby być zdrowym, nie wystarczy chodzić na okresowe badania lekarskie, a po zachorowaniu przyjmować tylko zaordynowane przez lekarzy leki chemiczne, pośród których dominują antybiotyki, środki przeciwbólowe i leki hormonalne. Warunkiem koniecznym skutecznego leczenia jest aktywny udział w tym procesie każdego pacjenta i precyzyjne przestrzeganie zaleceń lekarza, którego obdarzyliśmy zaufaniem. (Korzystajmy rozsądnie z prawa wolnego wyboru lekarza).

Z przytoczonych poglądów wynika także bardzo ważna rola mięśni w procesie realizacji całej aktywności życiowej. W starym porzekadle. W zdrowym ciele zdrowy duch zawarta jest mądrość ludowa doceniająca właśnie zdrowe mięśnie.

Mięśnie narządu ruchu, mięśniówka gładka (naczynia, oskrzela, przewód pokarmowy, układ moczowy, układ hormonalny) i mięsień sercowy są ze sobą ściśle powiązane i to w obydwie strony. Zaburzenia jakiejkolwiek części układu mięśniowego (ba, nawet poszczególnych mięśni) przenoszą się na cały organizm.

Aktywność mięśni poprzecznie prążkowanych ma ogromny wpływ na funkcjonowanie pozostałej części układu mięśniowego. Mięśnie poprzecznie prążkowane to mięśnie narządu ruchu. Stąd nasza aktywność ruchowa jest sprawą o kluczowym znaczeniu dla kontynuacji całej aktywności życiowej. Niech świadczy o tym dobrze znany fakt, że pośród ludzi zdrowych i długowiecznych większość to ludzie ruchliwi.

Jeszcze niedawno były czasy nadmiaru aktywności ruchowej pod postacią ciężkiej pracy fizycznej, koniecznej do przetrwania. Ale w XX-tym wieku w większości rozwiniętych krajów świata sytuacja uległa diametralnej zmianie. Miejsce ciężkiej pracy fizycznej i dużej aktywności ruchowej zastąpił siedzący tryb życia i brak aktywności fizycznej. Nastąpiło zachwianie proporcji pomiędzy pracą fizyczną i umysłową, na rzecz tej drugiej. A skutki tych zmian dla naszej psychiki i zdrowia okazały się bardzo niekorzystne.

Inny czynnik, od kilkudziesięciu lat zagrażający naszemu zdrowiu to coraz mniej racjonalne odżywianie się. Do realizacji wielu ważnych celów konieczne są środki materialne i jest to zrozumiałe. Dotyczy to także racjonalizacji żywienia w rejonach świata, gdzie do dziś panuje głód. Ale okazuje się jako paradoks, że w krajach wysokorozwiniętych dobrobyt doprowadził do wyraźnego pogorszenia racjonalizacji żywienia. Pełnowartościowe, naturalne produkty żywnościowe, stanowiące przez tysiąclecia podstawę odżywiania zaczęto zastępować pożywieniem z zanieczyszczonej chemicznie (przez przemysł, nawozy naturalne, herbicydy, pestycydy itp.) gleby, które na domiar złego podczas obróbki zaczęto pozbawiać wszystkiego, co najwartościowsze. A potem dołączył się do tego jeszcze diabeł, w myśl porzekadła: Pan Bóg stworzył żywność, a diabeł kucharzy. Ale dawniejsi kucharze, to jeszcze nic w porównaniu z niszczącymi nas producentami Junk food w przeróżnych, coraz częściej odwiedzanych Fast Foodach, bez względu na ich nazwy.

Niemal na równi z powiedzeniem: Człowiek jest tym, czym myśli, że jest stawiane jest inne: Człowiek jest tym, co je.

A do tego, co jemy, przyczynia się także medycyna, faszerując nas antybiotykami, hormonami, środkami psychotropowymi, lekami nasennymi, przeciwbólowymi, czy stosując immunosupresję (obniżanie naturalnej odporności organizmu). A my sami dodajemy do tego przeróżne używki, od herbaty i kawy poczynając, poprzez nadmiar prostych węglowodanów i soli kuchennej, różnych alkoholi, a na narkotykach czy dopalaczach kończąc.

Co począć w sytuacji, kiedy naszemu zdrowiu i dobremu samopoczuciu zagraża tyle niebezpieczeństw? Jest, co prawda powiedzenie, że Zdrowie to jeszcze nie wszystko, ale istnieje także inne, które mówi, że Bez zdrowia wszystko jest niczym.

Spróbujmy pomyśleć, co możemy dla zachowania życia w zdrowiu i dobrym nastroju uczynić sami, a co jest zadaniem medycyny.

Najogólniej mówiąc warunkiem zdrowego, długiego i szczęśliwego życia jest ogólnie higieniczny tryb życia, polegający na wypracowaniu odpowiedniej filozofii życia, racjonalnym żywieniu, optymalnej aktywności fizycznej, dobrym i odpowiednio długim śnie, unikaniu szkodliwości w postaci używek i maksymalnej trosce o zdrowe środowisko życia. Poza zdrowym środowiskiem życia i racjonalnym żywieniem, spełnienie wszystkich innych warunków zalezy głównie od nas samych. Sami możemy także zadbać o najbliższe nam środowisko życia, unikając budowania domów nad strefami zadrażnień geopatycznych (żył wodnych, siatki szwajcarskiej i uskoków tektonicznych). A jeśli juz przyszło nam zamieszkać w obszarach takich zadrażnień, ich szkodliwy wpływ można znacznie zmniejszyć odpowiednią lokalizacją miejsc, w których najdłużej przebywamy. Jeśli i to jest niemożliwe, pozostaje jeszcze zabezpieczenie przy pomocy odpowiednich urządzeń (odpromienników).

Innym ważnym i od nas tylko częściowo zależnym czynnikiem zdrowia jest racjonalne żywienie. Możemy sami zadbać o to, aby w naszym pożywieniu dominowały warzywa, owoce, a inne składniki jak białka, tłuszcze i węglowodany były w odpowiednich proporcjach. Od nas także na ogół zależy, czy posiłki spożywamy regularnie, czy są one gotowane, świeże i ciepłe. Czy spożywamy je w odpowiedniej atmosferze i czy czynimy to bez pośpiechu, dokładnie przeżuwając.

Ale mamy niewielki wpływ na jakość podstawowych produktów rolnych, uprawianych na ziemi zanieczyszczonej chemicznie odpadami przemysłowymi, nawozami sztucznymi, pestycydami i herbicydami. Takie produkty są często pozbawione podstawowych składników mineralnych, ponieważ nie zawiera ich gleba. Natomiast zawarte jest w nich wiele niebezpiecznych dla zdrowia zanieczyszczeń chemicznych, jak choćby metale ciężkie oraz wspomniane pestycydy i herbicydy. Spożywane przez nas ciągle jeszcze mięsa są zanie czyszczone różnymi dodatkami do pasz (antybiotyki, hormony, mączki odpowiedzialne za wiele groźnych schorzeń zwierząt itp.), ale także endogennymi toksynami różnych zwierząt, źle traktowanych przez człowieka i najczęściej ciężko zestresowanych przed ubojem.

W miarę postępu cywilizacyjnego spożywamy coraz więcej produktów przetworzonych. Problem w tym, że ta obróbka pozbawia je najcenniejszych składników, a do żywności dodawane są konserwanty i inne, szkodliwe substancje chemiczne.

Dzięki szeroko zakrojonym badaniom ostatnich dziesięcioleci nad racjonalizacją żywienia okazało się, że skutki wielu szkodliwości żywienia można wydatnie zmniejszyć, stosując odpowiedniej jakości suplementację pokarmową lub naturalne odżywki lecznicze. Tego typu odżywki pochodzące z dobrych firm nie tylko uzupełniaj braki wielu podstawowych składników w naszym pożywieniu, takich jak: minerały, witaminy, różne antyoksydanty itp., ale także wykazują działania odtruwające nas z substancji toksycznych, zawartych w produktach spożywczych. Dzięki suplementacji pokarmowej i leczniczej oraz należytej trosce o jakość żywienia znów możliwa staje się racjonalizacja żywienia.

W ostatnich latach szczególnego znaczenia dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia nabiera troska o optymalną aktywność ruchową nie tylko w sensie ilości ruchu, ale także jego jakości. Ludzie prowadzący siedzący tryb życia i mało przebywający na świeżym powietrzu powinni zwiększyć zarówno czas przebywania na świeżym powietrzu, jak i aktywność ruchową, najlepiej wykonując czynności, do których mają predyspozycje i sprawiające im największą przyjemność. Natomiast aktywność ruchowa ludzi utrzymujących sie z pracy fizycznej, poza tą pracą powinna w pewnym sensie być odbiciem lustrzanym zajęć zawodowych lub zwiększoną aktywnością grup mięśniowych najmniej używanych podczas pracy zawodowej

Wydaje sie, ze optymalna realizacja tych propozycji, wynikających z nieco głębszego zrozumienia czym jest życie, zdrowie, choroba i leczenie pozwoli na zdrowsze, dłuższe i szczęśliwsze życie, w którym szczególnego znaczenia nabierze profilaktyka psychosomatyczna.

Eustachiusz GADULA

spec. chirurgii i rehabilitacji

CENTRUM REHABILITACJI Medycyny Zintegrowanej

„E K O M E D"

Odsłony: 9

licznik

Odsłon artykułów:
413201